Zdawało mi się, że to nic trudnego. Że potrafię. Że troszkę poczytam, podpatrzę, nauczę się. Że zdiagnozuję błędy innych i uniknę ich powielania. Że dam radę. Zdawało mi się, że to będzie naprawdę łatwe. Uwierzyć. Zaufać. I czekać. Ilu z was wie, jak bardzo się pomyliłam?

Czekanie na wypełnienie się Bożych obietnic to próba jakich mało. Wszystkie poprzednie próby mojego życia bledną w obliczu owego testu na zaufanie. Egzamin dojrzałości? Phi! Egzamin na prawo jazdy? Żart! Pierwsza praca? Nic! Hm, a może jednak to nie jest tak? Może myślę o tych wszystkich poprzednich próbach w ten sposób, gdyż są one już poza mną? Dawno zaliczone, zdane, pełen sukces. Próba czekania natomiast cały czas trwa, a jej wynik nie jest mi jeszcze znany. I przychodzi mi każdego dnia na nowo testować swoją wiarę, zaufanie i cierpliwość w oczekiwaniu. I tak, przychodzi mi też upadać i popełniać błędy, gdy próbuję coś przyspieszyć. Czy to mnie jednak powstrzyma? Nie. Czekam, ja czekam na Twój czas Panie…

ewe.a